„— Tak.
—Jeszcze sekunda, a byłbym cię zastrzelił. Ale z nieba mi spadłeś. Ich jest pięciu, we dwóch damy im radę. Nie uważasz
— Czego chcą
— Zbyt się chwaliłem.
— Czym
— Ech... uważaj!
Dwa rdzawe ogniki zapaliły się i zgasły i tylko odgłos strzałów trwał sekundę dłużej, zanim ucichł.
— Jak tam — zaniepokoił się Długowłosy.
— Nic, chybili. Przecież oni nie mogą trafić, nie widać niczego na krok.
— Mogą, mogą. Nie bądź taki pewien.
— To co mamy robić
— Trzeba wycofać się powolutku. Myślę, że nie zauważyli ciebie, nie zauważą więc, gdy się stąd oddalimy, ale najpierw trzeba ich nieco nastraszyć. Uważaj i wytrzeszczaj oczy.
— Nic nie widzę.
— Ja również, ale czekajmy okazji.
— Kto to
— Zwykłe bandziory. Od razu nie podobały mi się ich gęby. W saloonie diabeł mnie skusił. Pokazywałem co największe nuggety, a mam ich przy sobie cały worek.
— To nieostrożność — zdobył się na uwagę Karol.
— Pewnie. Zbyt późno się spostrzegłem. Wyszedłem wcześniej niż zwykle, żeby się od nich odczepić, i to było drugie głupstwo! Należało poczekać, aż zacznie świtać, i wyjść razem z innymi. No, trudno. Posuwaj się w bok, Karolu, tylko cicho.
Cały czas rozmawiali szeptem, prawie przytuleni do siebie. Ale czy to ten szept doszedł do uszu przeciwników, czy też sądzili, że napadnięty został trafiony ostatnimi strzałami, bo nagle na drogę wypadł w podskokach cień postaci. Nie przebiegła nawet połowy tej drogi, deski szałasów i bud rozbłyskiwały jak srebro, a równocześnie gęstniał mrok po stronie przeciwległej. Nie było w tym nic dziwnego — po prostu noc dobiegała kresu, księżyc zmieniał swe położenie, powoli zachodził. Jego promienie zaglądały teraz coraz głębiej pod okapy i daszki tej strony ulicy, po której znajdowali się Tess i Karol. Obaj przystanęli niezdecydowani przed plamą jasności, jaka przecięła im drogę powrotu.“(7)


projektor multimedialny |Tabletki dwuskładnikowe |Zwiedzaj świat !