„Patrzę w duże krawieckie lustro, bo i takie przywiozła ciężarówka z Modlina. Warto było pomęczyć się przez te cztery prawie miesiące, aby ujrzeć w szklanej tafli wyciętą jak z wojskowego żurnala sylwetkę podchorążego.
Dwudziestego ósmego grudnia 1936 roku... Zdawanie broni, sortów mundurowych. Ostatnia defilada, ostatni obiad na kursie unitarnym. Dziwne uczucie. Jakby żal, że już jutro nie pójdę na poligon i nie będzie już ani musztry luźnej, ani codziennych koszarowych zajęć.
Wraz z kolegami zajmuję miejsce na chłopskiej furce. Jedziemy do Pasiek, na stację kolejową. Oglądam się za siebie. Przy bramie koszarowej malejące z każdą chwilą dwie sylwetki — sierżant Basta i plutonowy Tomek. Zegnajcie! Dzięki wam stałem się twardym żołnierzem.
Pociąg dudni głucho między kratownicą żelaznych przęseł kolejowego mostu. W dole ąkuta lodem Narew. Za oknem panorama modlińskiej twierdzy. Tu przyjdzie mi spędzić prawie trzy lata.
Mroźny początek stycznia. Poza mną krótki, pierwszy urlop, uszczęśliwiona, dumna ze swego syna mama i pełen męskiego uznania ojciec. Teraz w Modlinie mam na dobre zetknąć się z gąsienicami i pancerzem. Uczucie ciekawości pomieszane z wyraźną tremą. Skąd mam bowiem wiedzieć, czy uda mi się tu zapomnieć o lotnictwie“(2)


krzesła i stoły |Randki internetowe |sylwester w górach