„Wyciągnął z zanadrza niemiecki kordzik. Wziął go dwoma palcami za rękojeść i podsunął meliniarzowi pod nos...
— Sztylet pana porucznika „Burego".
W stodole chłop poprosił Waszkiewicza, aby popilnował wrót, sam zaś wsunął się w sąsiek, między stertę słomy a ścianę. Uniósł bez wysiłku belkę wyważoną na osi i zszedł w dół.
Kapitan wyjął z futerału pistolet. Odbezpieczoną broń wetknął za pas. Odgiął również zawleczkę granatu, tak by można go było w razie potrzeby łatwo odbezpieczyć. Czekał jeszcze chwilę. Wreszcie gospodarz wrócił.
— No, jak tam — zapytał Waszkiewicz wychodząc mu na spotkanie.
— Zbierają manele. Zaraz wyjdą.
— Trzeba im było powiedzieć, żeby się pośpieszyli, bo ja mam bardzo mało czasu, a muszę być jeszcze dzisiaj w kilku miejscach.
— O! Idą już.
Głęboko w dole zaskrzypiały szczeble drabiny. Waszkiewicz błyskawicznie zatknął meliniarzowi usta dłonią. Chłop szarpnął się potężnie raz i drugi, ale cios pistoletu w głowę od razu go uspokoił. Zawisł oficerowi bezwładnie na rękach. Odgłosy stąpania i skrzyp drabiny stawały się coraz głośniejsze. Józek położył bezwładnego gospodarza pod ścianą, strącił kilka naręczy słomy i czekał.
— Czołem, panie kapitanie! Cieszymy się, że pan przyszedł. Baliśmy się już, "że o nas zupełnie zapomniano — powiedział pierwszy opuszczając kryjówkę. Rozejrzał się po stodole. — A gdzie Michał — zaniepokoił się nagle.“(12)


serwis samochodowy kraków |WIERSZYKI MIŁOSNE |multimedia